Wolne Forum Gdańsk Strona Główna Wolne Forum Gdańsk
Forum miłośników Gdańska i Pomorza

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Oliwa
Autor Wiadomość
Pumeks
[Usunięty]

Wysłany: 2008-10-09, 07:26   

Smutek w Dolinie Radości. Mieszkańcy kontra leśnicy
Cytat:
- Działalność gdańskich leśników jest sprzeczna z ideą ochrony ! - grzmią mieszkańcy gdańskiej dzielnicy Oliwa. Od pewnego czasu drzewa w Lasach Oliwskich są intensywnie wycinane. Okoliczni mieszkańcy mówią wprost - Nie podoba nam się tak drastyczna zmiana krajobrazu, zmiana widoków pięknej Oliwy. Lasy te są położone w granicach miasta Gdańska i tworzą południową część Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego.

W Dolinie Radości, będącej częścią Lasów Oliwskich prowadzona jest tzw. zrywka całkowita - wycinane jest 100 proc. drzew na danym terenie, a - według przyrodników - powinno wycinać się co piąte, szóste drzewo. W lasach Doliny Radości łamany jest przepis o ochronie pomników przyrody - ze ściętych drzew tworzy się składowiska, które niszczą korę tych zdrowych. - Kilka miesięcy temu podczas wycinki w innej części TPK opieńki zainfekowały stare dęby (którym przez bezmyślność zniszczono korę) i trzeba było ściąć dorodne drzewa - opowiada Marcin Wilga, miłośnik przyrody.

Według mieszkańców - pracownicy zajmujący się wycinką drzew za nic mają ochroną przyrody - ciężkim sprzętem rozjeżdżają leśne dukty tworząc głębokie koleiny. W miejscu ich "pracy" można znaleźć ślady palenia niekontrolowanych ognisk i puste butelki po alkoholu. Zbyt intensywna wycinka drzew-zdaniem przyrodników, prowadzi do zmian mikroklimatycznych, a co za tym idzie- rośnie temperatura i giną rzadkie gatunki roślin. A co na to pracownicy gdańskiego Nadleśnictwa? Leśnicy twierdzą, że działają zgodnie z przepisami.

- Realizujemy odnowienie lasu. Musimy wyciąć stare drzewa, bo te nowe potrzebują odpowiednich warunków do rozwoju - tłumaczy Marek Zeman, zastępca Leśniczego.

Protesty mieszkańców nie ustawały, dlatego też Jan Szramka, dyrektor Nadleśnictwa Gdańsk zaproponował mieszkańcom spotkanie z leśnikami i wspólną dyskusję na temat Lasów Oliwskich. Podczas zebrania tłumaczył, że mimo, iż jest to park, leśnicy mają prawo użytkować go gospodarczo - inaczej byłoby, gdyby był to rezerwat. Jego zdaniem cała ta dyskusja z mieszkańcami opiera się na emocjach, a Lasy Oliwskie są najzasobniejsze w Polsce.

- Mieszkańcy zauważyli, że prowadzone są wycinki i podnieśli alarm, bo myślą, że dzieje się coś niedobrego. Tymczasem drewno jest potrzebne do celów gospodarczych, bo taką funkcję również pełnią lasy - dodaje Marek Zeman. Nie zgadza się z nim Marcin Wilga. Jego zdaniem gospodarka nie powinna dominować nad ochroną środowiska lasu. Tomasz Strug, mieszkaniec Oliwy, zauważa, że -... pewne zmiany, wycinki, tak zmieniają krajobraz, że powrót do tego co było będzie możliwy dopiero za kilkadziesiąt lat.

Kamila Grzenkowska - NaszeMiasto.pl
 
 
villaoliva 
Administrator


Pomógł: 19 razy
Wiek: 92
Dołączył: 07 Maj 2008
Posty: 6892
Skąd: Oliva
Wysłany: 2008-10-09, 09:15   

Z tego samego spotkania :arrow: Relacja Radia Gdańsk
_________________

W Oliwie... zawsze zielono www.staraoliwa.pl
 
 
 
villaoliva 
Administrator


Pomógł: 19 razy
Wiek: 92
Dołączył: 07 Maj 2008
Posty: 6892
Skąd: Oliva
Wysłany: 2008-10-10, 18:21   

Okazuje się, że w Oliwie jest jak w Kampuczy. Przynajmniej ja tak zrozumiałem wypowiedź Arcybiskupa.

:arrow: Klerycy nie mają gdzie spacerować
_________________

W Oliwie... zawsze zielono www.staraoliwa.pl
 
 
 
fritzek 
Oberkalarepa


Pomogła: 10 razy
Wiek: 44
Dołączyła: 07 Maj 2008
Posty: 3529
Skąd: Neufahrwasser b. Danzig
Wysłany: 2008-10-10, 19:08   

villaoliva napisał/a:
Okazuje się, że w Oliwie jest jak w Kampuczy. Przynajmniej ja tak zrozumiałem wypowiedź Arcybiskupa.

:arrow: Klerycy nie mają gdzie spacerować


Poza tym, że szczęka opada w ogólności, to się cieszę, że nie wszyscy myślą tak jak Mały Głód (zwany w pewnych kręgach jeszcze inaczej ;-) ). Bo gdyby tak było, to osoby sprzątające tu i ówdzie z własnej inicjatywy, mogłyby zostać oskarżone o bezprawne działania :evil:
_________________
Rzaba żądzi!
Neufahrwasser...Neufahrwasser
 
 
 
Bynio50 
wiarus


Wiek: 70
Dołączył: 10 Maj 2008
Posty: 462
Skąd: Gdańsk /Piotrków Trybunalski
Wysłany: 2008-10-10, 19:14   

Fritzek. przecież to WOLNE Forum. Brak cenzury :hihi: Specjalnie nadali "Flaszkę G." aby zabrał ile się da. Blisko im do Kampuczy. :flaga:
_________________
Ile głów ludzi,tyle zdań.
 
 
 
Sebastian 


Pomógł: 1 raz
Dołączył: 09 Maj 2008
Posty: 140
Skąd: Dwumiasto
Wysłany: 2008-10-10, 19:25   

villaoliva napisał/a:
Okazuje się, że w Oliwie jest jak w Kampuczy.

Nie, to jest Klechistan, gdzie Krk dostaje za friko miejską (i nie tyko) ziemię. To jest też Pawełkowo, gdzie panuje taki bałagan, że nie wiadomo, która ziemia jest miejska, a która nie. W tym sporze to jednak Głódź ma rację i prawo po swojej stronie, natomiast prezydent naszego miasta wraz z inni odpowiedzialnymi za wywalenie pieniędzy w błoto, powinni zwrócić je z własnej kieszeni.
_________________
 
 
villaoliva 
Administrator


Pomógł: 19 razy
Wiek: 92
Dołączył: 07 Maj 2008
Posty: 6892
Skąd: Oliva
Wysłany: 2008-10-23, 09:30   

:arrow: Manewry ojca generała

Cytat:
"Polityka" 22 października 2008 Manewry ojca generała

Czy objęcie archidiecezji gdańskiej przez arcybiskupa Sławoja Leszka Głódzia oznacza kres pomorskiego sojuszu ołtarza i tronu?

We wrześniu 2008 r. w Internecie pojawił się wpis niejakiej Mratuszki: „Jestem przerażona... Od osoby, która wydaje się być bardzo dobrze poinformowana, otrzymałam informację, że część Parku przylegająca do muru seminarium ma być w niedługim czasie przekształcona w teren seminarium i zamknięta dla spacerowiczów”. News obiegł media, ale mało kto przypuszczał, że zwiastować może zupełnie nowy rozdział w stosunkach kurii z lokalną władzą.

– Forumowicze stukali się w głowę – opowiada Tomasz Strug, społecznik z gdańskiej dzielnicy Oliwa. Nie chodzi przecież o pierwszy lepszy trawnik, lecz o hektar zabytkowego Parku Oliwskiego, który otacza Pałac Opatów. Miasto w ostatnich latach zainwestowało w tę część kilka milionów złotych. To ulubione miejsce mam z małymi dziećmi.

Strug zadzwonił do magistratu. Mratuszka miała rację. 3 lipca 2008 r. wpłynęło tam lakoniczne pismo abp. Głódzia – od końca kwietnia 2008 r. metropolity gdańskiego – z wnioskiem o wydzielenie „nieruchomości gruntowej leżącej pomiędzy południowym murem pocysterskim a ul. Opata Rybińskiego w Gdańsku Oliwie”. Arcybiskup załączył decyzję Urzędu Wojewódzkiego w Gdańsku z... lutego 1990 r., czyli z czasów ostatniego peerelowskiego wojewody, podpisaną przez dyrektora Wydziału ds. Wyznań. Decyzja do tej pory nie została uwidoczniona w księgach wieczystych. Nie wiedział o niej gdański samorząd. Może dlatego, że powstał trzy miesiące później, otrzymując w wianie mienie należące wcześniej do Skarbu Państwa. Wśród gruntów skomunalizowanych wtedy przez wojewodę znalazł się też Park Oliwski. – W tej decyzji nie wspomniano, że nie cały Park należy do miasta – relacjonuje prezydent Gdańska Paweł Adamowicz.

Tak więc przez ostatnie 18 lat mieszkańcy Gdańska nie wiedzieli, że Kościół otrzymał prezent w postaci części Parku. Ci, którzy wiedzieli, milczeli. Upublicznienie informacji na ten temat mogło nie sprzyjać realizacji planów abp. Tadeusza Gocłowskiego, ówczesnego metropolity. W 1992 r. arcybiskup upomniał się o Pałac Opatów. Park i pałac Kościół utracił nie za komuny, ale w 1831 r. w związku z konfiskatą dóbr cysterskich przez Fryderyka II Pruskiego. Pałac od 1927 r. służył jako muzeum. Zrujnowany w 1945 r. został odbudowany w latach 60. przez państwo i znów przeznaczony na muzeum. Podstawy prawne do roszczeń były więc żadne (kurialiści mówią o prawie historycznym), natomiast emocje społeczne na tyle wielkie, że arcybiskup wycofał się z roszczeń. I wcale na tym nie stracił. Maciej Płażyński, wówczas wojewoda, „rozumiejąc racje Kościoła i państwa” – jak to zapisano w zawartym wtedy porozumieniu – przekazał kurii Zabytkowy Zespół Dworu II przy Polankach w Oliwie. Obecnie w miejscu tym działa Centrum Ekumeniczne Sióstr Brygidek. Po ugodzie z 1992 r. chyba dość niezręcznie było Kościołowi egzekwować decyzję dotyczącą Parku. Ponieważ abp Gocłowski człowiekiem wojny nie jest, wszystko to tak trwało do czasu, gdy odszedł na emeryturę, a jego miejsce zajął abp Głódź, były ordynariusz polowy.

Nazwisko następcy abp. Gocłowskiego pojawiło się na trójmiejskiej giełdzie plotek z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Najpierw budziło niedowierzanie, później sprzeciw. Krążyły anegdoty, jedna z nich opowiadała o rozmowie ks. Macieja Zięby (dyrektor Europejskiego Centrum Solidarności) z ks. Krzysztofem Niedałtowskim (jeden z animatorów Gdańskiego Areopagu – cyklu debat intelektualistów pod egidą kurii, poświęconego fundamentalnym problemom świata, znak otwartości gdańskiego Kościoła). Ks. Zięba spytał ks. Niedałtowskiego, dlaczego się martwi? Usłyszał, że na miejsce abp. Gocłowskiego przyjdzie abp Głódź, więc skończą się Areopagi. – Dlaczego? – zdziwił się Zięba. – Bo teraz zamiast prof. Zbigniewa Brzezińskiego będziesz zapraszał Jerzego Roberta Nowaka – padła odpowiedź.

Politycznie obu biskupów postrzegano jako przeciwległe bieguny. Gocłowski po wyborach 2005 r. próbował ratować projekt koalicji POPiS. W murach gdańskiej kurii liderzy obu partii prowadzili rozmowy ostatniej szansy. Głódź natomiast stał się patronem sojuszu PiS z Samoobroną i LPR. Gocłowski zdecydowanie krytykował poczynania o. Rydzyka. Przewodniczący Zespołu ds. Duszpasterskiej Troski o Radio Maryja abp Głódź uchodził za sojusznika toruńskiego duchownego. W rezultacie, gdański establishment uznał nowego metropolitę za wrogi desant. Debatowano nawet nad zbieraniem podpisów przeciwko tej nominacji. Chyba nie byłoby aż takiego oporu, gdyby nie wieloletni pomorski sojusz tronu i ołtarza. Był czas, gdy o abp. Gocłowskim mówiono jako o nieformalnym kadrowym regionu, z którego rad korzystają pomorscy politycy od prawa do lewa.

Arcybiskup w okresie stanu wojennego otwarcie wspierał solidarnościową opozycję. Potem jako uczestnik rozmów w Magdalence stał się jednym z akuszerów Okrągłego Stołu. Dla obozu solidarnościowego od 1990 r. sprawującego w tej części Pomorza nieprzerwanie władzę w samorządach, był swój. Dla wojewodów – podobnie. Bo nawet jeśli zdarzył się wśród nich jakiś z innego politycznego nadania niż postsolidarnościowe, potrafił zagrać w tej samej orkiestrze. Jak Jan Ryszard Kurylczyk z SLD, inżynier atomista i autor książek historycznych, sięgających pierwszych wieków chrześcijaństwa (do jednej z nich abp Gocłowski napisał przedmowę).

Po 2001 r., gdy Pomorze stało się matecznikiem PO, sojusz władzy duchownej ze świecką nabrał znamion związku z tą właśnie partią. Choć przetrwała tradycja arcybiskupich śniadań. – Były one ekumeniczne pod względem doboru gości – opowiada jeden z trójmiejskich prezydentów. – Często przy jednym stole zasiadali np. Tusk, Płażyński, Cymański i zachowywali się jak przyjaciele. Tydzień przed ingresem abp. Głódzia w Katedrze Oliwskiej politycy PO w mocnym składzie, pod wodzą premiera Tuska, fetowali ćwierćwiecze nadania sakry biskupiej ustępującemu metropolicie. 26 kwietnia 2008 r., podczas ingresu, ich nie było. Gremialnie za to zjechała w ten dzień do Oliwy czołowa stawka polityków PiS oraz prezydent Lech Kaczyński. Tydzień wcześniej to oni byli nieobecni.

Podczas ingresu nie dopisali także pomorscy samorządowcy. Właściwie z tych prominentnych był tylko prezydent Paweł Adamowicz, za młodu gorliwy ministrant prałata Henryka Jankowskiego. Jednak wszyscy politycy szczebla lokalnego rychło otrzymali kolejną szansę na dobry początek. Do wojewody, urzędu marszałkowskiego i urzędów miast napłynęły z kurii zaproszenia na wyjazd do Rzymu, specjalnie wyczarterowanym samolotem, po odbiór paliusza, symbolu władzy metropolity. Zaproszeniom towarzyszyła informacja o kosztach, jakie muszą pokryć uczestnicy wyprawy.

– Nie mieliśmy podstaw, żeby potraktować to jako wyjazd służbowy. A pojechać za własne pieniądze? Nie było chętnych – wspomina konsternację marszałek pomorski Jan Kozłowski. Co oszczędniejsi wyliczyli, że za 2,7 tys. zł, wyjeżdżając z biurem podróży, spędzą w Wiecznym Mieście nie trzy dni, ale cały tydzień. Marszałek, wojewoda, prezydenci miast dyplomatycznie słali listy dziękczynno-gratulacyjne i tłumaczenia, jakie ważne obowiązki ich zatrzymują. – Było podobnie jak w ewangelicznej przypowieści o zaproszeniu na ucztę – wspomina Wieczesław Augustyniak, przewodniczący rady Sopotu. – Każdy się wymawiał... Uznaliśmy z prezydentem Jackiem Karnowskim, że powinien ktoś jechać. On wtedy nie mógł, więc pojechałem ja.

Miasto zapłaciło za przelot, resztę sfinansował sam. Wśród około 160 uczestników wyprawy wypatrzył jeszcze tylko dwóch samorządowców z Pomorza. Sytuację uratowali proboszczowie, zaprzyjaźnieni z nimi parafianie oraz reprezentacja z diecezji warszawsko-praskiej. Samolot został zapełniony. Po ceremonii wręczenia paliuszy była audiencja generalna, podczas której nominaci podchodzili do papieża. – Zgotowaliśmy naszemu arcybiskupowi taką owację, że siedzący po sąsiedzku goście nominata z Ghany zaczęli się dopytywać, czy to jest next papa – wspomina Augustyniak.

Maciej Płażyński, pierwszy niekomunistyczny wojewoda gdański, potem tenor PO, dziś poseł z listy PiS, ma świetne relacje z obydwoma hierarchami. Głódzia zna jeszcze z czasów, kiedy duchowny był biskupem polowym, a on marszałkiem Sejmu. Odwiedzał biskupa w rodzinnej wsi na Podlasiu, gdzie ma gospodarstwo. Zdaniem Płażyńskiego, sympatia Głódzia dla Radia Maryja jest przez polityków i media eksponowana nadmiernie. Jako biskup polowy hierarcha potrafił się dogadać ze środowiskiem wojskowym. Utrzymywał dobre stosunki z prezydentem Wałęsą, a potem niegorsze z Kwaśniewskim i jego otoczeniem.

– To człowiek nietuzinkowy, łączący – co nie jest częste – zasadniczość z elastycznością. Wschodnia natura, o większej wyrazistości, o skłonności do podziału na białe-czarne. A jednocześnie zdolny do sympatii, serdeczności, współpracy z kimś, kogo poglądów nie podziela – mówi Płażyński.

– Cała ta historia z ingresem jakoś go skaleczyła – uważa dziennikarz katolickich mediów. – Mówił, że traktują go jak raroga.

Samorządowcy od tego czasu wykonali rozmaite pokojowe gesty. Marszałek pomorski poprosił o audiencję w celu omówienia wspólnych problemów. Prezydent Sopotu pojechał na imieniny z życzeniami.

W czołówce krytyków jego kandydatury był Lech Wałęsa. Mówił, że dla Gdańska byłoby to nieszczęście i pokaranie. Ale gdy klamka zapadła, to na ingres przyszedł. Z kolei abp Głódź pokazał, że jeśli chce, potrafi wznieść się nad urazy. Uczestniczył w czerwcowym przyjęciu imieninowym byłego prezydenta.

Przybył tam w obstawie infułata Stanisława Bogdanowicza, nowego wikariusza generalnego kurii, oraz prałata Henryka Jankowskiego, który rozsiewał wieści, że znów z rezydenta będzie proboszczem. Mimo kłopotów ze zdrowiem, towarzyszył też zwierzchnikowi w fetowaniu paliusza. Podczas uroczystej kolacji w jednym z rzymskich lokali z udziałem wszystkich uczestników samolotowej eskapady zajmował bardziej eksponowane miejsce niż wikariusz generalny oraz kanclerz kurii. Formalnie probostwa nie odzyskał. Natomiast wrócił do głoszenia politycznych kazań. Abp Głódź zdaje się podchodzić ze zrozumieniem do potrzeb prałata. Bo też mentalnie łączy ich chyba więcej niż sympatia do Radia Maryja – upodobanie do munduru, wystawności, splendoru. Władczą, acz dyskretną rękę abp. Głódzia znać w sposobie rozpędzenia na cztery wiatry Instytutu Ks. Prałata Jankowskiego, który żerował na resztkach rozgłosu patrona. Od osób oddanych abp. Gocłowskiemu można było wcześniej usłyszeć opinię, że w stosunku do księży zachowuje się bardziej jak matka diecezji niż jak ojciec, i że jego dobroć, wyrozumiałość psuje ludzi.

Duchowni byli więc przygotowani na zmiany kadrowe. Ale to nigdy nie odbywa się bez bólu. Zwłaszcza gdy dekrety, jak rozkazy w wojsku, nie są konsultowane z tymi, których dotyczą. A jeszcze do roszad kadrowych doszła dyscyplina finansowa oraz podwyżki niektórych danin na rzecz kurii (np. od wpływów za udostępnianie wież operatorom telefonii komórkowej z 20 do 50 proc.). Mediom przekazano przy tym nieoficjalnie informację, że kuria potrzebuje pieniędzy na pokrycie wielomilionowych długów związanych z aferą kościelnego wydawnictwa Stella Maris. Wystawiając lewe faktury, działało ono jako pralnia pieniędzy dla biznesmenów (toczą się procesy w tej sprawie), prócz tego zaciągnęło w bankach wysokie kredyty. Problem ten został zamknięty ugodą z bankami już dwa lata temu. Watykan wyraził wtedy zgodę na sprzedaż nadmorskich włości kurii. Dlatego w kręgach bliskich kurii trwają spekulacje, czy przywoływanie długów Stelli właśnie teraz nie służy przypadkiem wyłącznie obniżeniu prestiżu poprzedniego metropolity.

– Jest dobrym organizatorem – chwali abp. Głódzia Jacek Karnowski, prezydent Sopotu, sam ze względu na styl zarządzania zwany sołtysem. – Przewietrzył kurię, wziął do galopu proboszczów. Krótko, nie ma dyskusji. Jest dziesięcina, to się ją odprowadza. W Gdyni są ostrożniejsi: – Widać odwagę podejmowania decyzji kadrowych, z czym tutejszy Kościół miał kłopot. Wprowadza się formalizm finansowy. Jednak pieniądze Kościoła to w jakimś sensie pieniądze publiczne. Na razie nie jest jasne, czy to ruch w kierunku wprowadzenia większego porządku w finansach, czy element drenowania. W bezpośrednich kontaktach abp Głódź jest uśmiechnięty, żartujący. W mediach ma wizerunek spiżowy, radykalny. Jakby chciał podkreślić: jestem inny od poprzednika.

Traktowanie z góry, po generalsku, budzi opór zwykłych obywateli. – My nie protestujemy przeciwko prawu własności – tłumaczy, wracając do sprawy Parku, oliwski działacz Tomasz Strug. – Ale Kościół to wspólnota. Kleryków w seminarium jest setka. Czy nie mogą korzystać z Parku razem z nami? My nie gryziemy. Arcybiskup wprowadza dystans tam, gdzie za poprzednika go nie było. Abp Gocłowski z reguły osobiście podnosił słuchawkę telefonu. I równie uprzejmie traktował tych, którzy pozdrawiali go świeckim „dzień dobry”, jak tych, którzy mówili „pochwalony”. Następca kontaktuje się ze światem via osobisty sekretarz. – Każda wizyta kapłana jest awizowana u sekretarza – mówi jeden z proboszczów. – Ale politycy PiS umawiani są w ten sam sposób. I też w kolejkach siedzą. Chce wszystkim pokazać, że jest księciem Kościoła.

Gdy prezydent Gdańska poprosił o robocze spotkanie, okazało się to nader skomplikowane. Służby prezydenta po dwóch tygodniach rozmów nie mogły się pochwalić szefowi sukcesem w postaci terminu. A chodzi właśnie o rozmowę w sprawie wspomnianego hektara. W tym czasie obaj oficjele wielokrotnie stykali się ze sobą podczas różnych uroczystości, otwarć, inauguracji. – Dla Adamowicza to sytuacja trudna mentalnie, bo jest wiernym synem Kościoła, nie wyobraża sobie walki – mówią dobrzy znajomi prezydenta.

Nie wiadomo, jakie plany ma metropolita w stosunku do tej części Parku. Czy chce tylko uporządkować stan prawny? A może chodzi o zagrywkę przetargową, by wydusić z władz miasta jakąś ciekawą nieruchomość w zamian? O jakiś rodzaj próby sił, o zhołdowanie lokalnego włodarza?

Kiedy arcybiskup przyjął zaproszenie Telewizji Gdańsk, wydawało się, że wreszcie padną konkrety. Nic z tego. Metropolita nie wyszedł poza prostą rację właścicielską, jak w piosence: „ważne to je, co je moje”. Pytania o przyszłość terenu skwitował formułą, że się zobaczy. Za to po gospodarsku skrytykował władze Gdańska, że w sąsiedztwie katedry są budy, pordzewiałe lampy. Dostało się też dziennikarzom podnoszącym kwestię płotu, którym kuria zamyka właśnie swój dziedziniec od strony katedry. Arcybiskup w protestach przeciwko grodzeniu dopatrzył się antyklerykalizmu.

Ale gdy brakuje dialogu, ów płot – pierwszy widomy znak nowych rządów w kurii – urasta do rangi symbolu.

Ryszarda Socha


_________________

W Oliwie... zawsze zielono www.staraoliwa.pl
 
 
 
feyg 


Pomógł: 50 razy
Wiek: 50
Dołączył: 10 Maj 2008
Posty: 4789
Skąd: Gdynia Mały Kack
Wysłany: 2008-12-10, 09:29   

Kostka niezgody
Cytat:
Nici z zabytkowego charakteru peronu SKM w Oliwie. Wbrew wcześniejszym zapowiedziom, zamiast klasycznego bruku na peronie będzie betonowa kostka. Robotnicy już zaczęli ją układać. - Nie ma na to zgody - mówi konserwator zabytków. - Przyjrzę się tej sprawie - obiecuje prezes SKM
Remont peronu Szybkiej Kolei Miejskiej w Oliwie ruszył we wrześniu. Wtedy przedstawiciele SKM zapewniali, że historyczny charakter przystanku zostanie zachowany.

- Nawierzchnia peronu, oczywiście poza bocznymi krawędziami, będzie wyłożona brukiem, tak aby zachować zabytkowy charakter dworca - mówiła rzeczniczka firmy Lucyna Bujnicka.
Wszystkie prace miały być konsultowane z pomorskim konserwatorem zabytków. Remont zakładał także wydłużenie wiaty oraz budowę windy dla niepełnosprawnych. Dziś już wiemy, że o bruku można praktycznie zapomnieć. Robotnicy zaczęli w weekend układać pomiędzy płytami krawędziowymi zwykłą czerwoną kostkę betonową. Wczoraj gotowych było już kilkanaście metrów nowej nawierzchni.

- To skandal. Nie ma zgody na odstępstwo od wytycznych, a te zakładają użycie klasycznego bruku w tym miejscu - mówi Marian Kwapiński, pomorski konserwator zabytków. - Zgodnie z prawem inwestor będzie musiał przywrócić peron do właściwego kształtu.

Szef marketingu w SKM Leopold Naskręt przyznaje, że pierwotnie zakładano użycie bruku. - Plany zmieniono najprawdopodobniej ze względu na koszty. Ostateczny projekt został zaakceptowany przez konserwatora - mówi Naskręt.

- SKM mija się z prawdą - odpowiada Kwapiński.

Prezes SKM Andrzej Osipów przyznaje, że kostka betonowa to kiepski wybór. - Mnie się ona nie podoba. Ale projekt przebudowy peronu był już gotowy kiedy przyszedłem do spółki, trudno więc było go zmienić. Musimy też myśleć o kosztach. Klasyczny bruk z kostki granitowej jest drogi, drogie jest też jego układanie. Kostka betonowa, zwana powszechnie polbrukiem, jest znacznie tańsza - mówi Osipów.

Czy to oznacza, że wszystkie perony w Trójmieście będą modernizowane najtańszym kosztem?

- Zdajemy sobie sprawę, że perony to przestrzeń publiczna. Dlatego nie wykluczamy, że będziemy organizować konkursy architektoniczne na ich projekty. Jeśli chodzi o Oliwę, to jeszcze dziś osobiście zobaczę, jak to wygląda, a jutro sprawdzę, czy możemy jeszcze coś zaradzić - obiecał "Gazecie" Osipów.

Michał Tusk
Źródło: Gazeta Wyborcza Trójmiasto
_________________
Kto głośny jak dzwon, ten pusty jak on...
 
 
villaoliva 
Administrator


Pomógł: 19 razy
Wiek: 92
Dołączył: 07 Maj 2008
Posty: 6892
Skąd: Oliva
Wysłany: 2008-12-10, 11:17   

Coś ta kolej nie lubi zabytków. Najpierw dworzec w Gdyni teraz peron w Oliwie.
_________________

W Oliwie... zawsze zielono www.staraoliwa.pl
 
 
 
Jagst 
Automobilista

Pomógł: 1 raz
Dołączył: 24 Cze 2008
Posty: 437
Skąd: Westpreussen
Wysłany: 2008-12-10, 11:56   

Na oliwskim peronie SKM wymieniają tez wiatę na nową. Trochę podobna do oryginalnej, ale tylko trochę...
_________________
Pojęcia "nasz", "nasze", "my", "oni" itp... w rozmowach o historii i polityce są bardzo względne.

KTO POWIEDZIAŁ KASJER-DUPA???
 
 
villaoliva 
Administrator


Pomógł: 19 razy
Wiek: 92
Dołączył: 07 Maj 2008
Posty: 6892
Skąd: Oliva
Wysłany: 2008-12-10, 11:57   

To nie wymiana ale wydłużenie.
_________________

W Oliwie... zawsze zielono www.staraoliwa.pl
 
 
 
Jagst 
Automobilista

Pomógł: 1 raz
Dołączył: 24 Cze 2008
Posty: 437
Skąd: Westpreussen
Wysłany: 2008-12-10, 12:03   

Wydłużenie...? Robiliby to w taki sposób, ze nowa część różniłaby się wyglądem od starej? Wsporniki są inne...
_________________
Pojęcia "nasz", "nasze", "my", "oni" itp... w rozmowach o historii i polityce są bardzo względne.

KTO POWIEDZIAŁ KASJER-DUPA???
 
 
villaoliva 
Administrator


Pomógł: 19 razy
Wiek: 92
Dołączył: 07 Maj 2008
Posty: 6892
Skąd: Oliva
Wysłany: 2008-12-10, 12:43   

Muszę pójść to zobaczyć.
_________________

W Oliwie... zawsze zielono www.staraoliwa.pl
 
 
 
Pumeks
[Usunięty]

Wysłany: 2008-12-10, 14:18   

Jagst napisał/a:
Wydłużenie...? Robiliby to w taki sposób, ze nowa część różniłaby się wyglądem od starej? Wsporniki są inne...


Nie chcę się wypowiadać autorytatywnie, zwłaszcza, że nie jestem pewien, czy wiata na peronie SKM posiada wartości zabytkowe - ale gdyby posiadała, to z konserwatorskiego punktu widzenia tak właśnie należałoby to zrobić - nadać uzupełnieniom taką formę, żeby można było bez większych wątpliwości odróżnić część autentyczną od późniejszych dodatków.
 
 
feyg 


Pomógł: 50 razy
Wiek: 50
Dołączył: 10 Maj 2008
Posty: 4789
Skąd: Gdynia Mały Kack
Wysłany: 2008-12-10, 17:29   

Pumeks napisał/a:
nie jestem pewien, czy wiata na peronie SKM posiada wartości zabytkowe

Wedle dokumentacji osiągalnej w Archiwum Państwowym peron SKM powstał na początku lat 50-tych XIX (łącznie z wiatą) zaś co do bruku to najwyraźniej ktoś obiecał przysłowiowe gruszki na wierzbie :hihi:
Mnie osobiście kostka nie razi (może poza kolorem), byle tylko okazała się trwała (patrz peron Gdańsk Stocznia, zwłaszcza przy schodach...) pytanie tylko czy komponuje się z zabytkową resztą?.
_________________
Kto głośny jak dzwon, ten pusty jak on...
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Partnerzy WFG

ibedeker.pl