Wolne Forum Gdańsk
Forum miłośników Gdańska i Pomorza

Architektura współczesna - Ogródki działkowe, płoty i osiedla zamknięte

fritzek - 2008-05-13, 23:06
Temat postu: Ogródki działkowe, płoty i osiedla zamknięte
Ja się patrzeć nie mogę na połacie terenu zabudowane budami, altankami, domkami, gołębnikami w środku Miasta. Domy buduje się teraz za obwodnicą, w lesie, a na terenach miejskich są połacie działek. Zresztą każdy, kto chociażby bywa u mnie, może opowiedzieć o "cudnych" widokach po drodze. Z obu stron dojazdu są działki. Mi oczywiście nie chodzi o to, żeby miejsca po "działkach" zalać betonem i wyasfaltować. Ale jest paranoją, to co mamy na chwilę obecną.
villaoliva - 2008-05-13, 23:10

Mnie zawsze działki kojarzyły się ze slumsami.
Chaos "architektoniczny" jaki tam panuje woła o pomstę do nieba.
Czy działki to jakieś osobne państwo w mieście?

Bo takie odnoszę wrażenie. :-/

Grün - 2008-05-14, 00:16

Działki to relikt tzw. POD - niegdyś państwa w państwie.
Teraz miejmy nadzieję, że już bez dostatecznych wpływów, aby skutecznie uniemożliwiać budowanie czegokolwiek. Miejmy nadzieję również, że w miejscach działek nie powstaną blokowiska - a jeśli nawet, to że zaprojektowane z minimalnych choćby wyczuciem, czego sobie i Państwu życzę.

fritzek - 2008-05-14, 00:39

Ja życzę tego i sobie, i Tobie. Też masz za winklem ładny kawał terenu z działeczkami.
Jarek z Wrzeszcza - 2008-05-14, 12:03
Temat postu: Re: Ogródki działkowe w Mieście
fritzek napisał/a:
Ja się patrzeć nie mogę na połacie terenu zabudowane budami, altankami, domkami, gołębnikami w środku Miasta. Domy buduje się teraz za obwodnicą, w lesie, a na terenach miejskich są połacie działek. [...] jest paranoją, to co mamy na chwilę obecną.


Też się zastanawiam, dlaczego buduje się osiedla gdzieś w lesie za obwodnicą, a piękne tereny przy al.Hallera - od ul.Kościuszki aż po Brzeźno - leżą odłogiem; co za skansen :-/

Hagedorn - 2008-05-14, 12:19

fritzek napisał/a:
Domy buduje się teraz za obwodnicą, w lesie, a na terenach miejskich są połacie działek.

bo nowe osiedla buduje się dla bogatych, a ci mają samochody i pragną ciszy i lasu za oknem, zaś ogródki i działki to głównie własność biedaków, emerytów i rencistów, a ci nie będą dojeżdżać za obwodnicę żeby wypielić swoją marchewkę, chcą mieć blisko...
tak czy owak masz Frysia rację, to kaszana: wieś w środku Miasta (jeszcze tylko kurników i "świniów" na podwórkach brakuje, ech...) ale czego chcieć od ludzi (i ich potomków) przywiezionych z Kresów?

Jarek z Wrzeszcza - 2008-05-14, 12:32

Hagedorn napisał/a:
ale czego chcieć od ludzi (i ich potomków) przywiezionych z Kresów?


...oraz innych części Polski a także tych, co przybyli tu za Gierka z małych wsi Polski centralnej :roll:

Nie zapominaj, że nie wszyscy potomkowie ludzi "przywiezionych" z Kresów to buractwo ;-)

Grün - 2008-05-14, 12:38

W ogóle nazywanie "buractwem" ludzi, których jedyną winą jest to, że siłą wyrwano ich z ich miejsc, ich kultury (ani gorszej ani lepszej - po prostu innej) i przesiedlono do miasta, które było im 100-procentowo obce, bo miasto, bo daleko, bo niemieckie i w ogóle, jest co najmniej niestosowne. Pewne zachowania mogą nam nie odpowiadać - ale ci ludzie za to akurat nie odpowiadają, że nie mogli zostać tam gdzie żyli od pokoleń. Zmiana mentalności nie jest możliwa w ramach jednej, czy nawet trzech generacji. Od wieków mieli kury i świnie w obejściu, trudno się dziwić, że chcieli je mieć nadal. Większość z nas miałaby ogromne problemy w odnalezieniu się w dżungli nad Amazonką prawda? Czy ta nieumiejętność zachowania tam oznaczałaby nasze buractwo?
Jarek z Wrzeszcza - 2008-05-14, 12:48

OK, masz rację, ale nie zmienia to faktu, że jeśliby zostali tam, gdzie żyli od wieków i zachowywali się tak, jak zwykli się zachowywać, to patrząc na nich z naszej perspektywy powiedzielibyśmy to samo (że to buractwo właśnie). Pewne zwyczaje, zachowania, mentalność itp. są po prostu dla mieszkańców nowoczesnych miast zacofane/prymitywne/żenujące (niepotrzebne skreślić) - nieważne, czy to poniemiecki Gdańsk, Nowy Jork czy Kresy.
Czy dziś nie szydzimy z "buractwa" zamieszkującego wsie i miasteczka województw leżących przy naszej wschodniej granicy? Fakt, jest to "co najmniej niestosowne" (delikatnie rzecz ujmując) ale chyba do jakiegoś stopnia zrozumiałe, hmmm?

Nieumiejętność przetrwania/właściwego zachowania się w Amazonii to jedno, trzymanie świni w bloku to drugie.

fritzek - 2008-05-14, 12:50

Grün napisał/a:
Od wieków mieli kury i świnie w obejściu, trudno się dziwić, że chcieli je mieć nadal.

Moja nieżyjąca już ciotka, opowiadała jak po "wyzwoleniu" poszła na Główne Miasto szukać swojej koleżanki. Kamienica oparła się "wyzwolicielom". Weszła do środka, poszła do mieszkania. Chodziła po zdemolowanych pomieszczeniach i w końcu poszła do łazienki. W łazience w wannie siedziała ogromna świnia. Ciotka była wtedy 7 letnią dziewczynką. Uciekła z krzykiem. Ten obrazek jako senny koszmar towarzyszył jej całe życie. A koleżanki, ani jej rodziny nigdy nie odnalazła.

Hagedorn - 2008-05-14, 12:51

Cytat:
nie wszyscy potomkowie ludzi "przywiezionych" z Kresów to buractwo

zdaję sobie z tego sprawę i staram się unikać generalizowania, chciałem tylko uwypuklić pewnien "standard"...
Cytat:
W ogóle nazywanie "buractwem" ludzi, których jedyną winą jest to, że siłą wyrwano ich z ich miejsc, ich kultury (ani gorszej ani lepszej - po prostu innej) i przesiedlono do miasta, które było im 100-procentowo obce, bo miasto, bo daleko, bo niemieckie i w ogóle, jest co najmniej niestosowne

dlatego też nie użyłem tego słowa ;-)
czasem pewne zachowania określam mianem "buractwa", ale są to - podkreślam - zachowania, a nie określone grupy ludzi etc.

fritzek - 2008-05-14, 12:58

Hagedorn napisał/a:
Cytat:
nie wszyscy potomkowie ludzi "przywiezionych" z Kresów

zdaję sobie z tego sprawę i staram się unikać generalizowania, chciałem tylko uwypuklić pewnien "standard"...


Obiegowe stwierdzenie, którego ja sama używam np. w stosunku do zniszczenia Żuław. A prawda jest taka, że 80% ludzi przywiezionych na Żuławy, to biedota z Mazowsza i Kielecczyzny.

Grün - 2008-05-14, 12:59

Nie chciałbym być niegrzeczny - ale w porównaniu ze standardami obowiązującymi w Gdańsku, obszar Rzeczypospolitej z szalenie małymi wyjątkami stanowił bezgraniczne, jak to okresliłeś, buractwo.
Jarek z Wrzeszcza - 2008-05-14, 13:10

fritzek napisał/a:
prawda jest taka, że 80% ludzi przywiezionych na Żuławy, to biedota z Mazowsza i Kielecczyzny.


Otóż to ;-)

fritzek - 2008-05-14, 13:14

A teraz moi drodzy, po omówieniu kwestii uprawy buraków, wróćmy na działki :mrgreen:

Ja rozumiem, że ludzie czują potrzebę drapania pazurami w glebie. Ja sama lubię grzebać w ziemi, tylko niekoniecznie pomiędzy marchewką a kalarepą. Ja sobie obserwuję co się dzieje w Warzywodzie. Są tutaj spore podwórza na których ludzie mogliby porobić ogródki. To nie - na podwórzu jest bród, smród i ubóstwo. Za to pielgrzymują na działki przy Marynarki Polskiej. Gdzie tu logika? Oczywiście tak nie jest wszędzie. Chociaż pamiętam, że 3 lata temu, jak się wprowadziłam do Warzywodu, to sąsiad usilnie namawiał na zakup działki. "Kupcie działkę, przecież w tym ogródku nic nie będzie wam rosło. No i w ogóle to chce wam się to wszystko robić?"

Marek Z - 2008-05-14, 19:49

Mnie też gryzie problem działek w środku Miasta i coś mi się wydaje, że nie wszystkie znikną w najbliższym czasie. Nie jestem biegły w przepisach dotyczących gruntów, ale wydaje mi się, że gdyby to było proste, developerzy wykupiliby je już dawno.
Poza tym, niektóre z POD-ów przekształciły się już w zamieszkałe osiedla które, jak się wydaje, są nie do ruszenia. Przykład ? Działki w Jasieniu po lewej stronie przed Auchanem, częściowo przy Hallera we Wrzeszczu i pewno jeszcze inne, w różnych zakątkach Miasta.
Ciekawe, co z tym zrobią...

fritzek - 2008-05-14, 20:07

A dlaczego nie do ruszenia? Prawo jest prawem. Domy mieszkalne, całoroczne są samowolą budowlaną. Nic mi też nie wiadomo o tym, żeby "właściciele" mieli na grunty księgi wieczyste i zgodę na przekształcenie terenu pod budownictwo mieszkaniowe.
Małgosia - 2008-05-15, 07:50

Yarecque napisał/a:
Hagedorn napisał/a:
ale czego chcieć od ludzi (i ich potomków) przywiezionych z Kresów?


...oraz innych części Polski a także tych, co przybyli tu za Gierka z małych wsi Polski centralnej :roll:

Nie zapominaj, że nie wszyscy potomkowie ludzi "przywiezionych" z Kresów to buractwo ;-)


No, kochani, od razu zaznaczam, że na temat ogródków działkowych w centrum miasta mam takie samo zdanie jak wy, ale tak w ogóle to nie jest to zjawisko specyficznie polskie, a już w ogóle przymusowe migracje naszych rodaków (w tym i moich przodków) i ich kresowa tęsknota za własnym uprawnym spłachetkiem w XX w. nie mają nic wspólnego z ideą działkową (nie będę się rozpisywać - dobre skrótowe omówienie daje wikipedia, patrz hasło: allotments (gardening).

Jednakowoż sama jestem otoczona działkami (mieszkam w bliskiej okolicy ul. Sobieskiego) i zęby mnie bolą codziennie od patrzenia - a już zwłaszcza gdy wybieram się na spacer na Szubieniczną.

A Sobieskiego możnaby tak pięknie poszerzyć (no, bez przesady, bo będę miała hałas :-P ) , wygładzić i obudować czymś niewysokim, a miłym do patrzenia i mieszkania...

Małgosia - 2008-05-15, 07:56

A, zapomniałam jeszcze dodać - mówiło radio, że jest projekt ustawy, żeby wszystkie ogródki działkowe przekształcić w dzierżawę wieczystą poszczególnych działkowiczów, z wszystkimi tego konsekwencjami prawnymi, niestety...
danziger - 2008-05-16, 11:34

Małgosia napisał/a:
A, zapomniałam jeszcze dodać - mówiło radio, że jest projekt ustawy, żeby wszystkie ogródki działkowe przekształcić w dzierżawę wieczystą poszczególnych działkowiczów, z wszystkimi tego konsekwencjami prawnymi, niestety...

Dlaczego niestety? To najszybsza droga do likwidacji ogródków przy jednoczesnym zadbaniu o interes działkowców. I szczerze mówiąc innego sprawiedliwego wyjścia nie widzę.

villaoliva - 2008-05-16, 11:58

Niby jak one znikną, jeśli działkowcy dostaną tytuł prawny w postaci dzierżawy?
Sądzisz, że je sprzedadzą?

Grün - 2008-05-16, 12:21

Nadanie tytułów prawnych posiadaczon (nie zawsze prawnym) rozległych terenów w atrakcyjnych inwestycyjnie okolicach będzie gwoździem do trumny wszelkich planów rozwoju Miasta w ich kierunku.
villaoliva - 2008-05-16, 12:25

Najpierw za darmo dostaną atrakcyjne tereny. Potem przy ewentualnych inwestycjach miejskich (patrz Letnica) będziemy im wszyscy płacić odszkodowania z podatków i prowadzić akcję wykupu ziemi.
W ten sposób za ten teren zapłacimy wszyscy dwa razy.

Genialne :evil:

Grün - 2008-05-16, 12:32

A ile będzie problemów z uzyskaniem tysiąca małych działeczek od tysiąca pazernych dzierżawców wieczystych...
villaoliva - 2008-05-16, 12:45

Ile spraw w sądach. I apelacji....
danziger - 2008-05-16, 13:22

villaoliva napisał/a:
Najpierw za darmo dostaną atrakcyjne tereny.

Skąd wiesz, że za darmo? Podejrzewam, że jakieś opłaty będą wprowadzone.
A poza tym - kto miałby dostać te tereny i na jakiej podstawie? Gmina, państwo?
villaoliva napisał/a:
Sądzisz, że je sprzedadzą?

Oczywiście. Teraz tego zrobić nie mogą, a wielu z nich tylko czeka żeby móc postawić na swojej działce normalny dom, albo sprzedać ją z zyskiem (przecież to bardzo często świetne lokalizacje). Podejrzewam, że niewielu z nich to prawdziwi, zapaleni ogrodnicy. A nawet jeśli - to wizja $ może zwyciężyć - przecież za działkę w środku miasta mogą zgarnąć pieniądze, za które kupią sobie podobną za miastem i jeszcze starczy na samochód i paliwo na dojazdy.
Mam kolegę, dla którego działka to zbędny kłopot (bo trzeba ją "uprawiać" - choć na szczęście za "uprawianie" można uznać samo koszenie trawy), trzyma ją tylko dlatego, że spodziewa się ww. przekształceń własnościowych.

Małgosia - 2008-05-18, 19:54

Temat działek to jest w ogóle "sprawa polityczna", odgrzewana przy okazji wyborów jak kilka innych tematów dyżurnych, zwłaszcza, że lobby działkowców to ogromny elektorat. Tylko, że przecież działki, a raczej prawo ich uprawiania były przydzielane jako rodzaj świadczenia socjalnego - idea była taka, że miały zapewniać niekosztowną rekreację i odciążać domowe budżety, a nie stwarzać podstawy do tworzenia trwałego "dorobku" majątkowego. Sprawiedliwe więc wydaje mi się wypłacanie odszkodowań za wytworzoną przez działkowców "wartość dodaną" - chyba tak się to zresztą odbywa obecnie.
Kilka dziesięcioleci temu moja Babcia miała ogródek działkowy w Olsztynie. Dziś na tym terenie stoi obrosłe już w pewną tradycję Planetarium. Działki było żal, ale jakoś nie potrafię sobie wyobrazić, by nadal miała tam rosnąć kalarepka. Pomijając prawny aspekt działek - przecież na większości dzisiejszych terenów miejskich ongiś coś rosło - zboża, sady - jak nie 5 lat temu, to 105... Na zboczach Królewskiej Doliny to podobno nawet winnice były :?:
W ogóle z części działek to zrobiłabym po prostu jak to się nazywa w żargonie planistów? - chyba "zieleń dostępna" :->

fritzek - 2008-07-09, 23:56

Cytat:

Kibice w Letnicy, działkowcy w Krakowcu

Działkowcy z Letnicy znów mogą pielić grządki i odpoczywać w altankach. Gdańscy urzędnicy przekazali im w środę nowy ogród na Krakowcu. Przenosiny kosztowały prawie 30 mln zł. Ale i tak nie wszyscy są zadowoleni

Działkowcy z Letnicy znów mogą pielić grządki i odpoczywać w altankach. Gdańscy urzędnicy przekazali im wczoraj nowy ogród na Krakowcu. Przenosiny kosztowały prawie 30 mln zł. Ale i tak nie wszyscy są zadowoleni
W Letnicy stanie stadion Baltic Arena, dlatego 470 działkowców trzeba było przenieść w inne miejsce.
- To chyba najnowocześniejszy ogród w kraju - komentował w trakcie spotkania z urzędnikami Czesław Smoczyński, szef gdańskiego okręgowego zarządu działkowców. - Mamy dwa biura zarządu ze świetlicami, przy każdym powstanie plac zabaw dla dzieci oraz stoły piknikowe. Czego chcieć więcej?
- Pieniędzy na budowę altanek - wtrącił Edward Szecka, który wraz z kilkoma działkowcami zjawił się na Krakowcu. - Wolałbym to, zamiast odszkodowania, które wypłaciło miasto.
Dwa ogrody zlikwidowane w Letnicy liczyły 34 ha. Na Krakowcu działkowcy otrzymali 43 ha. Koszt budowy pochłonął 20 mln zł. Do tego doszło 7,3 mln na odszkodowania dla użytkowników obiektów w Letnicy.
- Tak to już jest, trudno wszystkim dogodzić - komentuje Paweł Adamowicz, prezydent Gdańska. - Chyba żaden inny ogród nie ma nowoczesnej melioracji czy prądu. Większość powstawała przecież na przełomie 1940-1960 r. i straszy dziś widokiem.
Czesław Smoczyński idzie dalej: - Część pieniędzy wydali i teraz narzekają. To superogród. Co prawda położony znacznie dalej, ale nie ma co narzekać. Teraz przynajmniej będziemy mogli dopilnować, by altanki należycie wyglądały. Bo w Letnicy, zresztą, jak na większości polskich ogródków, doszło do samowoli budowlanej.
Katarzyna Włodkowska

Źródło: Gazeta Wyborcza Trójmiasto


Pięknie, pięknie...30 mln... W ogóle szkoda gadać...

stamp - 2008-07-11, 18:33

Działki ogrodnicze powstawały w określonych warunkach. Były dla większości jedyną "własnością" , miejscem w którym mogli poczuć się u siebie. Budowali altanki, hodowali róże, drzewka i kalarepkę. W kraju gdzie wszystko było państwowe (niczyje) działki stawały się enklawą w którym mogli realizować swoje własne pomysły, plany. Oczywiście w związku z ciągłym niedoborem żywności (już zapomnieliście) na działkach hodowali kury, króliki a nawet świnie. Takie czasy. Dlaczego w mieście-bo blisko, samochód to dobro wtedy dla większości nieosiągalne. Pamiętam drugi wysyp działek-lata osiemdziesiąte, po stanie wojennym-każdy większy skwer, trawnik. Każde wolne, niezabudowane miejsce zamieniało się w warzywne ogródki. Mój ojciec też miał działkę i tylko przez aktywność związaną z działką w dobrym zdrowiu cieszył się życiem jeszcze długie lata po przejściu na emeryturę. Ja otrzymanej w "spadku" działki już się pozbyłem- dzięki zmianom w naszym kraju, czekają na mnie różne inne o wiele atrakcyjniejsze sposoby spędzania wolnego czasu.
Jeśli zaś chodzi o buractwo to powstrzymam się od komentarzy. I wcale nie ze względu na regulamin forum ( nie zależy mi specjalnie na tym forum) ale z czystej ludzkiej przyzwoitości.

Sabaoth - 2008-08-18, 06:28

Ten post i kolejnych 11 powstał :arrow: Tu
villa


A mnie zaciekawił inny fragment:

Cytat:
Osiedle będzie ogrodzone i chronione


Coraz więcej osiedli i domów w Polsce jest ogrodzonych (nie stosuje się jeszcze drutów kolczastych ale to chyba tylko kwestia czasu), zupełnie odmiennie od wielu krajów Europy Zachodniej. W Sztokholmie i okolicy nie spotkałem się z żadnym ogrodzonym osiedlem, a wiele willi oddzielonych jest od dróg zaledwie niskim żywopłotem bez bramy, płotów, łysych ochroniarzy i monitoringu. Cóż, co kraj to obyczaj

villaoliva - 2008-08-18, 08:26

Z tego powodu wyły juz wilki
groszek - 2008-08-18, 15:47

Przed moim domkiem mam trawniczek wychodowalam na nim piekne malwy coby bylo ładniej :roll: jakas ......:evil: :cry: systematycznie niszczy mi kwiatki nie dziwię się że ludzie się grodza.Ty Saab masz szczęście mieszkasz w innym jakimś?może normalniejszym kraju? gdzie nie trzeba się grodzić ;-) ciekawa jestem czy w dawnym Gdańsku byla też taka bezmyślna dewastacja :?: czy może ludzie byli deczko inni?
Grün - 2008-08-19, 01:28

Błagam - nie odgrzewajmy tematu chołoty i działek ok? :)
pawel_45 - 2008-08-19, 15:25

Witam Na wstępie bardzo proszę Gruna o wybaczenie mi, że mimo Jego apelu jednak dotykam tego drażliwego tematu. Czynię to, aby nie ugruntowało się wyobrażenie, że ogrodzenia (czy odgrodzenia) miejsc zamieszkania od „obcych” to nowy obyczaj.Dawny Gdańsk był pełen różnych płotów, murków i ogrodzeń. Odgradzane od „hołoty” były nie tylko rezydencje jak np. przy dzisiejszej Jaśkowej Dolinie, lecz również kamienice cofnięte tylko o kilka metrów od miejskiego chodnika przy jezdni. Można to zobaczyć jeszcze na wielu bocznych ulicach – np. Matejki we Wrzeszczu. Większość tych dawnych ogrodzeń padła ze starości – nie konserwowana, lecz dewastowana systematycznie. W wielu miejscach wzrastający ruch uliczny wymusił potrzebę ich usunięcia – co w przypadku Gdańska było łatwe, bo własności prywatnej prawie nie było (nie zachowało się). Urzędnika podejmującego decyzję w takiej sprawie nie interesowało czy przechodnie będą zaglądać w okna mieszkających tam ludzi. Na pytanie postawione przez Groszka: … ciekawa jestem czy w dawnym Gdańsku była też taka bezmyślna dewastacja czy może ludzie byli deczko inni? – chyba można odpowiedzieć również pytaniem: - a może lepiej zabezpieczano przed taką bezmyślną dewastacją? Pamiętam jeszcze z lat 50-tych jak wiele było różnej wysokości „poniemieckich” ogrodzeń trawników, jak wiele drzew już nawet dobrze wyrośniętych, lecz rosnących w miejscach intensywnego ruchu - posiadało wokół pnia osłonę ze stalowych prętów. W większości te zabezpieczenia usunięto w latach 60-tych – przy okazji remontów nawierzchni ulic połączonych z wymianą dawnych płytek chodnikowych mniejszego formatu - na duże półmetrowe, zazwyczaj niezbyt proste i łatwo łamiące się betonowe.
Zgadzam się ze zdaniem Sabaotha: …Cóż, co kraj to obyczaj… - obyczaj kształtuje się w społeczeństwie różnymi sposobami i na ogół dość powolnie. Ważne aby stanowczo i wytrwale. Warto więc pamiętać jak zwalczano w Szwecji złodziejstwo i inne patologie jeszcze w XX wieku. Fakt, że skuteczniej niż w wielu innych krajach Europy.
Oczywiście nie jestem zwolennikiem odgradzania całych osiedli w miastach, lecz postawienie w określonych miejscach płotków zabezpieczających przed zadeptaniem kwietnika czy nawet trawnika nie jest moim zdaniem niczym zdrożnym – ważne by nie zagrażało to bezpieczeństwu przechodniów. Proszę jednak, aby nie tworzyć atmosfery że wszystko co w Gdańsku złe jest wytworem ostatnich kilkudziesięciu lat. Że przedwojenny płot jest cacy, a współczesny be…(nie mam na myśli jego walorów zdobniczych dla otoczenia). Jeszcze raz proszę Gruna o wyrozumiałość.
Pozdrawiam.

villaoliva - 2008-08-19, 15:34

pawel_45 napisał/a:
Proszę jednak, aby nie tworzyć atmosfery że wszystko co w Gdańsku złe jest wytworem ostatnich kilkudziesięciu lat. Że przedwojenny płot jest cacy, a współczesny be…(nie mam na myśli jego walorów zdobniczych dla otoczenia).


Bardzo celna uwaga.

Wg. mnie płoty i ich istnienie uwarunkowane jest zamożnością społeczeństwa oraz dobrym aparatem ścigania. Mentalność tez jest tu ważna, jednak wynika ona również z zamożności.
Gdy wszystkim dobrze się powodzi nie ma sensu grodzić się w celach "obronnych". Szwecja czy Szwajcaria jest tego świetnym przykładem.

Widać ani dawny ani współczesny Gdańsk oraz Polska jeszcze nie doszła do tego etapu "szczęśliwości" jak wymienione wcześniej kraje

Hochstriess - 2008-08-19, 15:51

Także wysokość kar ma swoje znaczenie i ich egzekucja. Nie mówiąc już o poszanowaniu własności prywatnej.
pawel_45 napisał/a:
Proszę jednak, aby nie tworzyć atmosfery że wszystko co w Gdańsku złe jest wytworem ostatnich kilkudziesięciu lat. Że przedwojenny płot jest cacy, a współczesny be

Dołączam do tej prośby.
Przy okazji - Dolne Miasto też się grodzi ;-) Bo trawnik, bo kwiatki, bo bydlejacy sąsiedzi z okolicznych kamienic...

Sabaoth - 2008-08-19, 15:54

Szwecja nie jest krajem powszechnej szczęśliwości i wraz z napływem hord barbarzyńców, przepraszam, uchodźców i azylantów, rośnie liczba przestępstw przeciw mieniu i dewastacji. :-(
villaoliva - 2008-08-19, 15:57

No to zaczną pojawiać się płoty i zamkniete osiedla, reklamowane jako bezpieczne miejsce przed zalewem hord barbarzyńców...
Grün - 2008-08-19, 16:00

Ależ oczywiście, że właściciel prywatnej posesji czy to w mieście czy nie w mieście ma pełne prawo odgrodzenia jej od reszty świata. Nie jest to złe ani głupie. Nieogradzanie posesji spowodowane jest raczej brakiem środków lub innymi przeszkodami. Ogradzanie to praktyka stara jak świat. Już Romulul zlikwidował brata za przekroczenie symbolicznego ogrodzenia w niedozwolonym miejscu. W Gdańsku ogrodzenia są równie stare jak Miasto. Widać to w historycznych nazwach takich jak Petershagen czy Wolfshagen. Że Hakelwerku nie wspomnę. Płot, parkan, czy mur to zarówno fizyczna przeszkoda, jak i symboliczna manifestacja władztwa. Mnie raczej śmieszy i dziwi ekshibicjonizm niektórych społeczeństw, gdzie nie ma płotów i zasłon w oknach. Potrzeba bezpieczeństwa jest u podstaw hierarchii potrzeb człowieka - płot to fizyczne i symboliczne odgrodzenie własnej strefy od reszty świata - zachowanie zupełnie normalne. Tym normalniejsze im niższy jest lokalny szacunek dla prywatnej własności. W niektórych krajach wystarczy tabliczka "Private" w innych niski płotek, którego nikt nie przekroczy. Ale i tam zdarzają się posiadłości otoczone wysokim parkanem. To zależy wyłącznie od możliwości finansowych i potrzeb właściciela.
Sabaoth - 2008-08-19, 20:39

Jeszcze nie :hihi:

Ale mi nie chodzi o parkany, płotki i żywopłoty, sam mam niski płotek (jakieś 50 cm wysokości) i żywopłot odgrzdzający posesję od reszty świata. Mi chodzi bardziej o wysokie płoty otaczające całe osiedla, z bramą, szlabanem i strażnikiem.

Grün - 2008-08-20, 01:26

Przeniósł się szczur do miasta, rozejrzał się z wolna,
Patrzy - a za nim drepcze mała myszka polna.
Wtedy szczur oburzony rozdarł na nią pyska:
- To straszne, jak ta wiocha do miasta się wciska!

(A.Waligorski)
Tak mi się jakoś ten wierszyk przypomniał, nie wiem czemu...

danziger - 2008-08-20, 14:22

Jest różnica między "normalnymi" emigrantami, którzy "normalnie" żyją, pracują i dostosowują się w mniejszym lub większym stopniu do wartości wyznawanych w kraju, do którego przybyli, a emigrantami innego typu, którzy jakiekolwiek dostosowanie się mają w nosie (wolą narzucać gospodarzom swoje zwyczaje), zamiast pracować wolą wyciągać łapę po socjal, żebrać lub kraść, a do tego tworzą zamknięte getta będące rozsadnikiem biedy i przestępczości.

A co do ogrodzeń - zupełnie czym innym jest ogrodzenie przez właściciela własnej willi/domku/szeregowca, a zupełnie czym innym tworzenie swoistych gett przez grodzenie całych kwartałów miasta. W Wybiórczej czytałem, że mnóstwo przeróżnych badań wskazuje na to, iż grodzone osiedla powodują wzrost przestępczości, przynoszą różnorakie szkody społeczne itd. Zresztą wystarczy przejść się w okolice takiego osiedla, żeby zobaczyć, że stanowi ono w przestrzeni miejskiej swoisty "zgrzyt", wprowadza niepokój, poczucie zagrożenia...

groszek - 2008-08-22, 15:39

bardzo bardzo popieram napisaleś dokladnie to co i ja myślę :roll: (siedzisz mi w glowie :hihi: telepata czy co)
villaoliva - 2009-02-03, 22:05
Temat postu: Reurbanizacja struktur mieszkaniowych Gdańska Południe
Architekci myślą o Trójmieście

wklejam ciekawy fragment dotyczący "Gdańska - Południe"

Cytat:
młodzi architekci coraz częściej myślą nie tylko o samej architekturze, ale i o tym, jak będzie ona wpływać na mieszkańców, na ich poczucie tożsamości z miejscem i z lokalną społecznością. Tomasz Stanisławski w "Studium przestrzennym placu miejskiego na przedłużeniu ul. Świętojańskiej w Gdyni" proponuje utworzenie na opustoszałych terenach portowych placu miejskiego, nowego forum. Obok zachowanych starych robotniczych domków, znalazłaby się tam nowoczesna, pełna zieleni przestrzeń spacerowo-rekreacyjna.

O takiej przestrzeni - miejscu spotkań i wypoczynku pomyślała też Barbara Marchwicka w pracy "Reurbanizacja struktur mieszkaniowych Gdańska Południe". Autorka pokazała, jak zmieniały się tendencje w polskim mieszkalnictwie. Po wojnie wszyscy chcieli wyprowadzać się z XIX- i XX-wiecznych kamienic do bloków - symbolu nowoczesności i wygody, w latach 90. każdy marzył o domku z ogródkiem, potem o mieszkaniu na nowym osiedlu, takim jak Gdańsk Południe. Dziś takie osiedla sypialnie, pozbawione całej miejskiej tkanki: sklepów, kawiarni, barów, bibliotek, klubów wydają się znacznie mniej atrakcyjne niż nowoczesne wysokościowce - nowy symbol prestiżu. Co gorsza, dzielnicom tym grozi szybka degeneracja, przeistoczenie się w getta - źródło niekończących się społecznych problemów. Na Zachodzie już dawno przekonano się, że budowa takich "sypialni" to pułapka. Po dekadzie, dwóch trzeba wpompować masę pieniędzy w ich reurbanizację - przywrócenie im miejskiego charakteru. Marchwicka zaprojektowała więc w Gdańsku Południe przestrzeń wspólną otoczoną zielenią i sklepami, miejsce do spacerów i zabaw, pozwalające mieszkańcom poczuć się "u siebie".
- Jestem przekonana, że projekty naszych studentów mogłyby być wykorzystywane przez miasto - mówi Rembarz, promotorka Barbary Marchwickiej. - Wrocław stale współpracuje ze swoim wydziałem architektury, studenci robią projekty na zlecenie miasta. U nas wciąż zainteresowanie władz potencjałem naszej uczelni jest bardzo niewielkie.

Hochstriess - 2009-02-03, 22:55

Za nic w świecie nie dałabym się wyprowadzić do kartonu na kartoflisku. Nigdy!
Teraz te osiedla - sypialnie, to przeważnie jeszcze żłobki i przedszkola. A potem? Już teraz znam przykłady ucieczki stamtąd. Pomijając nazwy - to jest jedno wielkie blokowisko w środku kartofliska.
Coś w tym jest.

villaoliva - 2010-05-26, 14:37
Temat postu: Działkowiczów samowole budowane
Wracając do tematu działek. Bardzo jestem ciekaw wyników tej kontroli. Komunikat Miasta Gdańska:

Zbudowanie altany, czy budynku gospodarczego, trzymających się określonych parametrów, na terenach ogrodów działkowych nie wymaga pozwolenia na budowę. Okazuje się jednak, że choć Prawo budowlane jasno określa wytyczne, działkowcy zabudowują swoje działki w sposób sprzeczny z obowiązującym prawem. 27 maja Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego sprawdzał będzie legalność zabudowy działek na terenie Rodzinnego Ogrodu Działkowego „Przyszłość” w Brzeźnie.

Zgodnie z art.29 ust.1 pkt 2 ustawy z dnia 7 lipca 1994r. Prawo budowlane (tekst jednolity Dz. U. Nr 156 poz.1118 z 2006r. z późniejszymi zmianami) – pozwolenia na budowę nie wymaga budowa:

„altan i obiektów gospodarczych na działkach w rodzinnych ogrodach działkowych o powierzchni zabudowy do 25 m2 w miastach i do 35 m2 poza granicami miast oraz wysokości do 5 m przy dachach stromych i do 4 m przy dachach płaskich”.

Budynki takie można wznosić wyłącznie w oparciu o regulacje prawne określone regulaminem właściwego Rodzinnego Ogrodu Działkowego. W przypadku stwierdzenia przez zarząd ROD nieprawidłowości w tym zakresie, członek związku zobowiązany jest do usunięcia stwierdzonych nieprawidłowości (włącznie z rozebraniem altany). Niezastosowanie się do tego nakazu grozi działkowcowi pozbawieniem członkostwa i prawa użytkowania zajmowanej działki.


Budowa innych obiektów, czyli innych niż altana i obiekt gospodarczy oraz o parametrach większych niż określone we wspomnianych przepisach możliwa jest wyłącznie na podstawie pozwolenia na budowę wydanego przez starostę (organ administracji architektoniczno – budowlanej). Wiąże się to również z opodatkowaniem obiektu (podatek od nieruchomości). Brak takiego zezwolenia uznawane jest za „samowolę budowlaną” i podlega sankcjom wynikających z Prawa budowlanego, z nakazem rozbiórki włącznie, w przypadku braku możliwości doprowadzenia samowoli do stanu zgodnego z prawem.


W lutym 2009 roku Główny Inspektor Nadzoru Budowlanego zobowiązał podległe inspektoraty do zebrania informacji o prowadzonych postępowaniach administracyjnych w odniesieniu do „samowoli budowlanych” na terenach rodzinnych ogrodów działkowych w związku z wystąpieniem Wiceprezesa Najwyższej Izby Kontroli ze stycznia 2009 r. Aktualnie gdański Inspektorat prowadzi czynności wyjaśniające w tym zakresie na terenie miasta-powiatu Gdańsk.

Hochstriess - 2010-05-26, 20:42

Ja też jestem strasznie ciekawa efektów tej kontroli. Ha, ha i ha.

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group